
1950-08-15 0000-00-00
Wiara we wniebowzięcie Maryi obecna jest od pierwszych wieków, choć stała się ona dogmatem dopiero w 1950 r. W seknsie teologicznym jest spełnieniem obietnicy zawartej w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania wszystkich wierzących. Dogmatyczne sformułowanie o zabraniu Maryi z "duszą i ciałem" do nieba oznacza, że Maryja beż żadnej wątpliwości jest u Boga, nie tylko w formie duchowej, ale i cielesnej, a jej ciało ma taką postać, jaką miało ciało Jezusa po zmartwychwstaniu.
Historycy nie są do końca zgodni co do miejsca, w którym nastąpiło Wniebowzięcie opisywane na kartach Pisma Świętego. Jedni uważają, że było to w Efezie, inni, że w Jerozolimie – tam też został zbudowany pierwszy kościół upamiętniający Zaśnięcie NMP. Dlaczego używa się pojęcia "zaśniecie"? Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu ani relikwii. Ale od początku dziejów Kościoła istniała żywa wiara, że Maryja "wraz z ciałem i duszą" została wzięta do nieba, a moment śmierci był dla niej rodzajem "zaśnięcia". Pisma teologiczne potwierdzają, że liczni święci, m.in. Grzegorz z Tours, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Bonawentura często rozważali wzięcie Maryi z duszą i ciałem do nieba. Jednym z dowodów tej wiary jest fakt, że Kościół nigdy w swojej historii nie poszukiwał relikwii ciała Maryi i nie wystawiał ich ku czci publicznej.
Wniebowzięcie jest ukoronowaniem wszystkich innych przywilejów Maryi. Jest z nimi wewnętrznie związane. To uwielbienie Maryi po Jej ziemskiej pielgrzymce jest jakby ostatecznym owocem, którego należało się spodziewać, jeśli spojrzy się z bliska na przywilej Niepokalanego Poczęcia. Doskonałemu zbawieniu w pierwszej chwili życia odpowiada doskonałe zbawienie u kresu życia: Maryja zbawiona aż do ostatecznej doskonałości, wraz z uwielbieniem Jej duszy i ciała. We wniebowzięciu Maryi ważne jest odróżnić dobrze treść dogmatu, czyli bezpośrednie uwielbienie Maryi w duszy i w ciele, od sposobu tego uwielbienia. Maryja została uwielbiona u kresu swej ziemskiej pielgrzymki: oto dogmat. Ale w jaki sposób przeszła do stanu chwały? Maryja umarła, czy też nie?
Wydaje się właściwie, że żaden tekst biblijny nie dotyczy bezpośrednio dogmatu Wniebowzięcia. Konstytucja Munificentissimus Deus nie cytuje żadnego fragmentu Pisma świętego wprost i bezpośrednio. Stwierdza jednak fakt, że dogmat ten znajduje swoją pierwszą podstawę w Biblii. Stwierdzenie to wyprowadzone jest w oparciu o biblijne ukazanie bardzo ścisłego zjednoczenia Chrystusa i Jego Matki: „dlatego wydaje się wprost rzeczą niemożliwą widzieć Ją oddzieloną od Niego po ziemskim życiu – nie mówimy duszą, ale również ciałem – Tę, która Go poczęła, porodziła, mlekiem własnym wykarmiła, na rękach piastowała i do serca swego tuliła”. Konstytucja powołuje się też na fragment Protoewangelii, ukazującej nową Ewę, która walczy i zwycięża.
Wreszcie Konstytucja odwołuje się do nauki św. Pawła, aby określić naturę tego zwycięstwa: jest to zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. „Jak przeto chwalebne zmartwychwstanie Chrystusa było istotnym składnikiem a zarazem ostatecznym trofeum zwycięstwa, tak też wspólna walka Najświętszej Dziewicy i Jej Syna winna być zakończona uwielbieniem Jej dziewiczego ciała. Tenże bowiem Apostoł mówi: «A gdy to co śmiertelne przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy wypełni się słowo, które jest napisane: pochłonęło śmierć zwycięstwo» ( 1 Kor 15,54)”.
Pierwsze świadectwo patrystyczne o świadomości problemu końca ziemskiego życia Maryi pojawia się w 377 roku w liście biskupa Salaminy, św. Epifaniusza. W VI wieku zostało wprowadzone święto Wniebowzięcia Maryi, wchodząc niejako w miejsce święta Bożej Rodzicielki. Chrześcijanie bowiem przyzwyczaili się wspominać liturgicznie świętych w rocznice ich „narodzin dla nieba”. Podobnie odnosili się do święta Bożej Rodzicielki, które przekształcało się stopniowo w święto Zaśnięcia, Przejścia, Wniebowzięcia. Był to dzień przejścia z ziemi do nieba (narodziny dla nieba) – „dies natalis”.
Rozpowszechnianie się apokryfów wywołało różnorodne reakcje: ślepą akceptację, lekceważenie lub zastanawianie się. Ta ostatnia będzie właściwą, która w oparciu o intuicję wiary, a nie fantazję doprowadzi do poważnej refleksji teologicznej. W kazaniu wygłoszonym w 566 roku Teodozjusz z Aleksandrii podaje, że istotną podstawą ostatecznej chwały Maryi jest Boże macierzyństwo. Innym motywem Wniebowzięcia jest aspekt zbawczy: dla nas, czyli korzyść, jaką z niego może osiągnąć świat. Maryja otrzymuje swoją ostateczną chwałę nie tylko dla siebie samej, lecz ze względu na zbawienie świata.
Ok. 600 roku powstała homilia Theoteknosa z Livias o Wniebowzięciu Maryi: „Wypadało, aby ciało, które nosiło Boga, przeniknięte Bogiem, nie ulegające zniszczeniu, ogarnięte Bożym światłem, zostało wyniesione do chwały wraz z duszą miłą Bogu”. Stwierdza on, że nie podleganie zepsuciu ciała Maryi przynależy do pełnej świętości i Jej wybitnej godności „przybytku” Boga. W argumentacji tego pisarza mówi się także o zasadzie z analogii: „Uwielbienie Maryi wzoruje się na uwielbieniu Syna”. Także biskup z Livias podkreśla aspekt zbawczy, który Wniebowzięcie przybiera dla nas: „Weszła do nieba jako ambasadorka wszystkich… Dopóki była na tej ziemi, Ona czuwała nad wszystkimi, była jakby powszechną opatrznością dla wszystkich swoich poddanych. Wzięta do nieba, po-zostaje dla rodzaju ludzkiego podporą niezłomną, która wstawia się za nami u swego Syna i Boga”. Od tego momentu Wniebowzięcie nie będzie przyjmowane na podstawie legendy, lecz w oparciu o wielkość Theotokos: Wniebowzięcie wynika z faktu Bożego macierzyństwa.
VIII wiek nazwany jest „złotym wiekiem teologii Wniebowzięcia”. W tym czasie mają miejsce ważne stwierdzenia św. Germana, św. Andrzeja z Krety i św. Jana Damasceńskiego, cytowane w konstytucji Piusa XII.
Na koniec IX wieku przypada początek kryzysu teologii Wniebowzięcia, który został spowodowany przez Paschazjusza Radbertusa piszącego pod pseudonimem św. Hieronima. Wystąpił on zdecydowanie przeciw nauce o Wniebowzięciu Matki Bożej, o której nic wyraźnie nie mówi Pismo święte, a to co jest głoszone wyrasta z ludzkiej fantazji i apokryfów. Nauczaniu temu przeciwstawił się anonimowy autor podszywający się pod św. Augustyna i skutecznie broniący prawdy o Wniebowzięciu w traktacie De Assumptione Beatae Mariae Virginis.
Rozwój zakonów żebrzących w XIII wieku przyczynił się do rozwoju i rozpowszechnienia nauki o Wniebowzięciu. Tutaj dużą zasługę ma św. Antoni Padewski. W XVI wieku do wzmożonego rozpowszechnienia nauki o Wniebowzięciu przyczynili się znacznie: św. Robert Belarmin, św. Piotr Kanizjusz i św. Franciszek Salezy. Na I Soborze Watykańskim aż 195 ojców soborowych skierowało prośbę o dogmatyzację Wniebowzięcia, ale sobór został przerwany.
1 maja 1946 r. Pius XII zasięgnął w sprawie Wniebowzięcia Maryi opinii biskupów świata: jedynie 6 spośród 1191 konsultowanych biskupów rezydencjalnych wyraziło jakąś wątpliwość w sprawie definiowalności prawdy o Wniebowzięciu Maryi, a 16 odnośnie do konieczności tego. „Jednomyślność była jeszcze bardziej zadziwiająca od tej, która miała miejsce w wynikach ankiety przeprowadzonej przed definicją Niepokalanego Poczęcia”. To szczególne kryterium rozstrzygnęło czy prawda o Wniebowzięciu zawarta jest w depozycie nauki objawionej: „…zatem z powszechnej zgody zwykłego nauczania Kościoła bierze się pewny i mocny dowód, że cielesne Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest prawdą przez Boga objawioną – skoro przecież to, co dotyczy niebiańskiego „uwielbienia” dziewiczego ciała Bożej matki, nie mogło być poznane żadną zdolnością ludzkiego umysłu według jego naturalnych możliwości” (p. 608).
1 listopada 1950 roku Pius XII w Konstytucji Munificentissimus Deus podał : „…ogłaszamy, określamy i orzekamy jako objawiony przez Boga dogmat wiary, że Niepokalana Boża Rodzicielka, zawsze Dziewica Maryja, po zakończeniu biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”. Zgodnie z tym dogmatem wierzymy, że: Matka Boża została wzięta do nieba, z duszą i ciałem, to jest objawione.
W tym sformułowaniu nie rozstrzygnięto, czy Maryja umarła i nie podano, iż cielesne Wniebowzięcie Maryi jest przywilejem jedynym. Stary Testament mówi bowiem o „wzięciu” do nieba Henocha (Rdz 5, 24; Syr 44, 16 i 49) oraz Eliasza (2 Krl 2, 3.5.9.10; Syr 48, 9).
Odpowiedzi udziela w Konstytucji:
Prawdę o cielesnym uwielbieniu Maryi uznał za szczególnie ważną dla ludzkości przeżywającej czasy poniżenia ludzkiego ciała przez niemoralne obyczaje i krwawe wojny. Ogłoszenie tego dogmatu rozumiał zatem jako przypomnienie ostatecznego przeznaczenia człowieka i prawdy o powszechnym zmartwychwstaniu ciała.
Podając podstawy ogłoszonego dogmatu Pius XII stwierdza, że nauka o Wniebowzięciu oparta jest na Piśmie świętym, a więc nie mówi, że jest w nim zawarta. Cytuje zatem teksty biblijne nie bezpośrednio, a raczej biorąc pod uwagę nauczanie przedstawicieli katolickiej tradycji, którzy w ciągu wieków na nie się powoływali. Są to teksty Ewangelii mówiące o udziale Maryi w odkupieńczym cierpieniu Chrystusa (Łk 2, 34-35; J 19, 25-27) oraz o pełni łaski, którą była obdarzona (Łk 1, 28), a także obraz Niewiasty obleczonej w słońce ukazany w Apokalipsie (Ap 12, 1). Ze starego Testamentu przywołany został zasadniczo tekst Protoewangelii (Rdz 3, 15). Zarówno łączność z Chrystusem – Odkupicielem, jak i walka z szatanem, realizuje się w pełni dopiero w tryumfie Zmartwychwstania.
Zgodnie z ówczesnym, posoborowym sposobem ujmowania mariologii – Pius XII – przedstawił Wniebowzięcie Maryi przede wszystkim jako Jej osobisty przywilej. W tym aspekcie przywilejów prawda o Wniebowzięciu ma swe uzasadnienie:
Prawda o Wniebowzięciu Maryi może być przeżywana jako ukazanie piękna człowieczeństwa. Podkreśla bowiem ona, że Bóg nie pomniejsza człowieka, ale go wynosi. Powiedzenie Bogu „tak”, nie odbiera radości życia, ale nią obdarowuje. Każdy wybór w stronę Boga sprawia, że człowiek rośnie.
Mówimy, że człowiek jest całością złożoną z ciała i duszy. Ściśle mówiąc człowiek nie posiada ciała i nie posiada duszy, ale jest całością złożoną z ciała i duszy. Ciało i dusza nie są dodatkami do człowieka, jak ubranie, kolor włosów, piękny głos czy zdrowie; one są człowiekiem. Wniebowzięcie z ciałem i duszą stanowi wielkie święto człowieka wielki teologiczny wykład chrześcijańskiej antropologii. Ciało człowieka, zasługuje na wielki szacunek. Ono w Chrystusie i Maryi zostało już uwielbione wskazując, jaki los będzie wkrótce naszym udziałem. Bóg przeznaczył całego człowieka do chwały i szczęścia z Nim przez całą wieczność. W całości i w każdej swojej cząstce ciało człowieka śpiewa o mądrości, wszechmocy i dobroci Boga Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela. Piękno ludzkiego ciała objawia piękno Boga.
Ludzkie ciało dostąpiło zawrotnego awansu w Jezusie Chrystusie. Oto odwieczne Słowo Ojca przybrało ludzkie ciało i „stało się ciałem”, by rozbić namiot pośród nas. W nim Jezus dokonał odkupienia. W przemienionym – uwielbionym wstąpił do nieba. Na wieczność to ciało będzie w chwale. Przemienione – uwielbione ciała zbawionych również cieszyć się będą na wieki chwałą i szczęściem. Wniebowzięta z ciałem Matka Boża ukazuje piękno i wzniosłość przeznaczenia naszego ciała.
„Wiara uczy nas, że Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Odtąd Dziewica kosztuje wizję uszczęśliwiającą całym swoim jestestwem – Jej człowieczeństwo jest człowieczeństwem w pełni uwielbionym” (Anastasio Ballestrero).
Nauka o Wniebowzięciu ukazuje więc wyniesienie człowieka ponad wszystkie chóry anielskie. Jest też światłem pozwalającym spojrzeć na ludzkie ciało w świetle Bożego wyniesienia. To katecheza na temat dowartościowania naszego ciała. Przez przypomnienie tej prawdy Kościół przeciwstawiał się nieustannie wszystkim negatywnym spojrzeniom na ciało. A te tendencje były bardzo mocne. Pogańskie spojrzenie często każe postrzegać w ciele przeciwnika człowieka, źródło pożądliwości, narzędzie szatana. Dla wielu jeszcze dziś ciało jest bliższe grzechu, niż nieba. Prawda o Wniebowzięciu Maryi z duszą i ciałem przekreśla te wszystkie podejścia i wzywa do nieustannego wielbienia Boga za ciało, które jest narzędziem naszego zbawienia.
W tej tonacji warto przytoczyć tekst starożytnego piewcy Wniebowzięcia św. Jana z Damaszku, który w uroczystym kazaniu podaje przyczyny tego faktu: „Powinna Oblubienica, którą poślubił Ojciec, zamieszkać w niebieskim mieszkaniu. Ta, która patrzyła na Syna swego na krzyżu i wtedy w sercu otrzymała miecz cierpienia, którego uniknęła w rodzeniu, powinna też spoglądać na Tego, który siedzi w niebie ze swym Ojcem. Powinna wreszcie Matka Boża posiadać dobra swego Syna i doznawać czci od wszystkich stworzeń. Choć bowiem dziedzictwo przechodzi zawsze z rodziców na dzieci, to tu jednak, jak powiedział pewien mędrzec, źródła świętych rzek swój bieg odwracają. Wszystkie bowiem stworzone rzeczy Syn oddał swej Matce.” Święty kaznodzieja sławi jeszcze pusty grób Matki Jezusa. To drugi grób w Jerozolimie, obok grobu Jezusa, pusty. To kolejny dowód na zwycięstwo nad śmiercią. Syn nie pozwolił, by ciało matki uległo rozkładowi.
Prawda o Wniebowzięciu ukazuje nam postać Maryi uwielbionej za Jej wiarę, która jest szczerością i prostotą wobec Boga objawiającego się w życiu. Nie chodzi tutaj więc o wygląd Maryi, ale o Jej serce pełne wiary w Boga. I to nie jakiejkolwiek wiary w abstrakcyjne prawdy, ale w Osobę i Słowo. Już od chwili Zwiastowania rzuciła się w przepaść, nie widząc nikogo i wierząc jedynie w to, że Ktoś Ją podtrzyma i że ta przepaść jest samą Miłością. Wierzyć Bogu na słowo, wierzyć w Jego obietnice, rzucić się w przepaść Jego miłości, która jest niezbadana i niepojęta – tego uczy nas wniebowzięta Maryja.
„Wiara Maryi jest wiarą tych, którzy przyjmują mroki, dziwy, cierpienia. Którzy przyjmują przede wszystkim własną niewiedzę, ale bez dręczenia się jutrem – Pan wskaże drogę w odpowiedniej chwili. Wiara to czysta, bez smutków i wyrzeczeń, przeżywana w całkowitej zgodzie” (Gabriele Amorth).
Bóg jest jedynym Dawcą życia obfitego, a nie takiego, które trzęsie się z dnia na dzień o siebie. Bóg jest jedynym Dawcą życia szczęśliwego, które otwiera się na innych, które potrafi dawać i potrafi się cieszyć. Maryja jest Matką Życia. Maryja przez wiarę zrodziła Życie – Jezusa Chrystusa i nadal przez wiarę rodzi prawdziwe życie w nas. Sami dobrze wiemy, ile pośród nas jest życia smutnego, ile jest smutku i beznadziei, ile jest życia lamentującego od rana do wieczora, przeklinającego siebie i wszystko dokoła, ile jest życia w okowach śmierci. Kiedy wspominamy Wniebowzięcie Maryi świętujemy życie w obfitości, którego nie pożarła śmierć, życie uwieńczone niebem, życie trudne, ale szczęśliwe i radosne. To życie jest dla nas jak przynoszone do świątyni 15 sierpnia lecznicze zioła. Leczy nas ono z chorób zwątpienia, smutku, zapatrzenia w siebie i przywraca radość. Radość Maryi dociera do nas przez Magnifikat – „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim…”
Wniebowzięcie nie jest tym samym co wniebowstąpienie. Jedynie Chrystus wstąpił do nieba mocą własną, Maryja została wyniesiona przez Inną osobę. I oto znowu – nie na Niej zatrzymuje się wzrok – w Jej uwielbieniu jest zwycięstwo Chrystusa, ostatni bezinteresowny tryumf Bożej miłości. Rzeczywiście Maryja jest wzięta do nieba, obdarowana tym przywilejem przez Syna i uczestniczy w ten sposób w mocy Jego zmartwychwstania, zaświadczając własnym ciałem, że Syn przezwyciężył śmierć w poranek wielkanocny i że nasze najśmielsze nadzieje są uzasadnione. Jeżeli Chrystus jest rękojmią naszego przyszłego zmartwychwstania, pełna chwały wizja Maryi pozwala nam zakosztować go już z wyprzedzeniem.
„W swoim wniebowzięciu Maryja jest kroplą rosy błyszczącej w słońcu Paschy. Perła rosy lśniąca na szczycie źdźbła trawy jest obrazem Maryi doskonale czystej – nic w Niej nie powstrzymuje działania Chrystusa zmartwychwstałego, który przemienia Ją w światło” (Bernard Martelet).
Wniebowzięcie pokazuje nam obraz nieba. Ono odsłania nam po prawicy Chrystusa Zmartwychwstałego i uwielbionego – Królową Nieba, uwielbioną w swoim ciele i duszy. Odtąd niebo przestaje być bezcielesne: wraz z Chrystusem i Jego Matką ziemia znalazła się w jakiś sposób tam, w niebie. W Nich rodzaj ludzki, istoty mające nasze ciało i naszą krew, przenika do nieba i stwarza tam klimat rodzinny, ognisko rodzinne na skale ludzkości. Ich obecność zaświadcza, że jeżeli łaska nie niszczy natury, ale ją doskonali, chwała wynosi ją z kolei na wyżyny.
Dogmat o Wniebowzięciu Maryi jest zaproszeniem do usilnego wprowadzania ludu wiernego do chwały Boga. Konstytucja Lumen gentium słusznie zatytułowała numer 68 „Maryja znakiem niezawodnej nadziei i pociechy dla pielgrzymującego Ludu Bożego” i stwierdza: „Matka Jezusowa, jak w niebie doznaje już chwały co do ciała i duszy, będąc obrazem i początkiem Kościoła mającego osiągnąć pełnię w przyszłym wieku, tak tu na ziemi, póki nie nadejdzie dzień Pański, przyświeca pielgrzymującemu Ludowi Bożemu, jako znak pewnej nadziei i pociechy” (KK 68).
Najstarszy z czterech dogmatów, które dotyczą Matki Bożej, mówi o Jej dziewictwie. Przywilej Dziewictwa Maryi jest ściśle związany z Jej Boskim Macierzyństwem i z Jej świętością. Obok tytułu Matka Boża drugim tytułem, którym chyba najczęściej bywa określana i przyzywana Maryja, jest tytuł Dziewica. Używamy tego terminu, a często nie zdajemy sobie sprawy z bogactwa treści i sensu, który zawiera. A przecież trwałe dziewictwo Maryi Panny jest jednym z podstawowych dogmatów maryjnych, który został przyjęty jako pierwszy w porządku chronologicznym.
Chrześcijanie wierzyli w tę prawdę od zawsze, więc nie trzeba jej było oficjalnie ogłaszać. Warto pamiętać, że wszystkie dogmaty maryjne są chrystocentryczne: służą Chrystusowi. Dziewictwo Maryi było zachowane ze względu na Chrystusa. Maryja jest cała dla Jezusa i Jego zbawczej sprawy.
Już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa dziewictwo Maryi było jednym z podstawowych tematów mariologicznych. Dość wcześnie przy tym zaczęto rozróżniać trzy wymiary, a właściwie trzy fazy tego dziewictwa, mianowicie: „przed narodzeniem Jezusa”, czyli dziewicze poczęcie Jezusa (virginitas ante partum); „w czasie narodzin”, czyli dziewicze zrodzenie Jezusa (virginitas in partu), zrodzenie to nie naruszało Jej ciała; „po narodzeniu Jezusa”, czyli dziewiczy stan Maryi po zrodzeniu Jezusa (virginitas post partum), nie miała już innych dzieci.
Spróbujmy zobaczyć głębię tej tajemnicy w perspektywie Pisma świętego i nauczania Kościoła.
Ze sceny zwiastowania (Łk 1, 26-35) dowiadujemy się, że Syn Boży przychodzi na świat w tajemniczy sposób, bez udziału męża. Macierzyństwo Maryi pod względem fizycznym jest wyjątkowe, bo dziewicze. Słowa Maryi: „jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”, wskazują, że to wyjątkowe powołanie podejmuje świadomie. Ostateczna odpowiedź dana aniołowi świadczy, że uczestniczy Ona w Bożym planie, Jej objawionym, przez akty wiary i posłuszeństwa Bogu. Nazwanie Jej „pełną łaski” i zapowiedź, że ogarnie Ją „moc Najwyższego” – oznacza, że przywilej dziewiczego macierzyństwa wiąże się w Niej z nadzwyczajnym działaniem Boga, ma więc także wymiar nadprzyrodzony i zbawczy. Jest więc Maryja Dziewicą w sensie fizycznym , duchowym oraz w wymiarze nadprzyrodzonym.
Oprócz wyraźnego świadectwa, że Duch Święty jest Sprawcą poczęcia, które zaistniało w łonie Maryi, charakterystyczne są słowa Błogosławionej Dziewicy: „nie znam męża”, które zgodnie z biblijnym znaczeniem słowa „znać” należy rozumieć jako negację pożycia małżeńskiego. Maryja więc zaświadcza sama wyraźnie o swoim stanie dziewiczym w chwili Zwiastowania. Jest to jedyny fragment Pisma świętego, w którym kobieta potwierdza swój dziewiczy stan w sposób tak jasny i zdecydowany. Dla Izraelitów bowiem nie dziewictwo, ale małżeństwo było stanem błogosławionym, a znakiem przychylności Boga – liczne potomstwo. Tekst Zwiastowania zda się sugerować, że dziewicze macierzyństwo Maryi jest znakiem dokonującej się Tajemnicy Wcielenia. Stan Maryi, który zaistniał „zanim rozpoczęli wspólne życie”, niezrozumiały dla Józefa , został mu wyjaśniony przez Boga: „…co się w Niej poczęło, pochodzi od Ducha Świętego” (Mt 1, 20-23).
Aby lepiej zrozumieć znaczenie tego faktu w Bożym planie zbawienia, należy sięgnąć do Starego Testamentu. Już w Protoewangelii niewiasta wprowadza obiecanego Potomka-Wybawiciela w dzieje ludzkości. Otóż Mesjasz był tam przedstawiony jako „syn niewiasty” bez wspominania o ojcu. W środowisku izraelskim przy podawaniu rodowodu liczyli się tylko przodkowie męscy, a nie kobiety. Zastanawia więc fakt, że w tym wypadku wspomina się wyłącznie matkę. Przyjście Syna Bożego na świat w Bożych zamiarach, związane jest z wyniesieniem niewiasty do roli wyjątkowej w dziejach zbawienia.
Ewangelia Mt 1, 23 z kolei zwraca uwagę, że dziewicze narodzenie Chrystusa jest spełnieniem proroctwa Izajasza o narodzeniu Emanuela (Iz 7, 14). Tekst hebrajski tego proroctwa „Oto Panna brzemienna i rodząca Syna” – mówi, że znakiem dla ludzi jest nie tylko fakt narodzenia obiecanego dziecka, ale sama owa „Panna rodząca”. Rolę znaku spełnia więc sama Maryja, której macierzyństwo naznaczone jest dziewictwem. Jej postać jest ukazana jako zapowiedź i znak Bożego zmiłowania. Przez zapowiedź tego wyjątkowego – dziewiczego – macierzyństwa miało się ujawnić specjalne działanie Boga.
Zatem możemy za Laurentinem zakończyć: „Biblia nie przedstawia żadnych trudności przeciwko dziewictwu post partum (to jest wiecznemu), a raczej dostarcza argumentów na rzecz tej doktryny”.
Spośród Ojców Kościoła piszących o Dziewictwie Maryi, pierwszy – św. Atanazy z Aleksandrii (+376) ukazywał Ją jako wzór do naśladowania dziewicom chrześcijańskim, tworząc pierwszy zarys jakby „ascezy Maryjnej”. Na Zachodzie podjął ten temat św. Ambroży z Mediolanu.
Pojawiające się błędne poglądy utrudniały wyjaśnienie nauki o dziewictwie Maryi. Już w I wieku dokeci mówili, że Chrystus przyszedł na świat pozornie, nie mając prawdziwego ciała ludzkiego. Pierwsi chrześcijanie musieli się z tym liczyć i bronić prawdy, że Maryja naprawdę urodziła prawdziwego człowieka. Można się było obawiać, że nauka o dziewiczym narodzeniu Chrystusa będzie nasuwała przypuszczenie, iż Jezus miał ciało pozorne. Ale tajemnica polega na tym, że Maryja została nienaruszoną dziewicą, choć urodziła prawdziwie Syna – Człowieka.
Inny problem powstał w związku z manicheizmem, nauką gnostycką pochodzącą ze Wschodu. Uważała ona ludzkie ciało za złe. Głosiła, że tylko duch pochodzi od Boga, a materia od szatana. Człowiek więc nie powinien dbać o swoje ciało, ludzie nie powinni się mnożyć, potępiano małżeństwo. Ponieważ Maryja Dziewica była zawsze ukazywana jako wzór do naśladowania, mogło powstać mniemanie, że to wywyższanie dziewictwa jest także spowodowane manichejską pogardą dla życia małżeńskiego. Rzeczywiście trudno było sformułować ocenę obu sposobów życia tak, by uniknąć przesady. Nawet wielcy Ojcowie Kościoła – św. Hieronim i św. Augustyn – nie zawsze umieli przedstawić to dostatecznie jasno.
Wyjaśniając i komentując prawdę o Dziewictwie Maryi, Ojcowie Kościoła bardzo wcześnie zwrócili uwagę na to, co mówi prorok Izajasz „Panna rodząca” jest to „znak”. Jakie przesłanie niesie nam ten znak? Przede wszystkim Dziewicza Matka Mesjasza jest znakiem nowego stosunku stworzenia do Stwórcy. Dziewictwo rozumiano w chrześcijaństwie nie tylko jako powstrzymanie się od życia płciowego, ale przede wszystkim, jako zachowanie bez uszczerbku stanu, w jakim człowiek wyszedł z ręki Boga, a więc jako znak należenia wyłącznie i całkowicie do Boga – Stwórcy. Kiedy Bóg stworzył świat, stworzenie było dobre i należało tylko do Boga, było więc jakby dziewicze. Potem nastąpił grzech, a więc utrata pierwotnej łaski i owego „nadprzyrodzonego dziewictwa”. Zbawiciel przyszedł na świat przez Dziewicę. Tak jak na początku dziejów Bóg stworzył pierwszego człowieka z dziewiczej ziemi, tak i Chrystus, nowy Adam, urodził się z Dziewicy. Dziewictwo Maryi jest znakiem odnowienia więzów przyjaźni między Bogiem i ludzkością.
Rozwój propagowanej przez wielu Ojców Kościoła i pisarzy chrześcijańskich nauki o dziewictwie Maryi doprowadził do uznania tej prawdy przez Magisterium Kościoła za dogmat wiary.
Na początku III wieku Symbol Apostolski powtarza to, co znajdowało się w Symbolu Rzymskim: „Jezus poczęty z Ducha Świętego, narodzony z Maryi Dziewicy”.
W 381 roku Sobór Konstantynopolitański określił swoją wiarę w Symbolu nicejsko -konstantynopolitańskim, który w rzeczywistości jest wcześniejszy od soboru: „Dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. W roku 451 Sobór Chalcedoński wyznaje: „Przed wiekami z Ojca zrodzony jako Bóg; w ostatnich zaś czasach, dla nas i dla naszego zbawienia, narodził się jako człowiek z Maryi Dziewicy, Bożej Rodzicielki”.
Sobór Konstantynopolitański II w 553 roku w kanonie dotyczącym tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, mówi iż: Słowo Boże przyjęło ciało i narodziło się z „chwalebnej Bożej Rodzicielki i zawsze Dziewicy Maryi”. Dokładniejszą definicję tej prawdy zawdzięczamy jednak Synodowi Laterańskiemu w 649 r. zwołanemu przez papieża Marcina I celem potępienia trynitarnych i chrystologicznych błędów monoteletów. Dokument synodalny podaje: „Jeśli ktoś nie uznaje, według tradycji świętych Ojców, że Święta i zawsze Dziewica i niepokalana Maryja jest w sensie właściwym i według prawdy Bożą Rodzicielką, o ile właściwie i prawdziwie tegoż samego Boga – Słowo, które zostało zrodzone z Ojca przed wszystkimi wiekami, bez nasienia z Ducha Świętego w czasach ostatecznych poczęła, bez uszczerbku porodziła, zachowując także po urodzeniu swoje nienaruszone dziewictwo – niech będzie wyłączony ze społeczności świętych”.
Choć synod ten miał charakter lokalny, to jednak papież zobowiązał wszystkich chrześcijan do przyjęcia jego uchwał. Na mocy więc autorytetu papieża powyższa decyzja ma charakter dogmatyzujący. Potem prawda ta wielokrotnie była potwierdzana przez innych papieży, m.in. na Soborze Lateraneńskim w 1215 roku czy w Konstytucji Cum quorundam Pawła V z roku 1555.
Sobór Watykański II w numerze 57 konstytucji Lumen gentium mówi o Maryi, która okazuje pasterzom i mędrcom „Syna swego pierworodnego, który nie naruszył Jej dziewiczej czystości, lecz ją uświęcił”, i odsyła w przypisie do św. Leona Wielkiego i św. Ambrożego, Synodu Lateraneńskiego i Soboru Chalcedońskiego. Następnie w numerze 63 stwierdza ponadto: „Zrodziła na ziemi samego Syna Boga Ojca i to nie znając męża, Duchem Świętym zacieniona”.
Dziewictwo Maryi zostało potwierdzone w adhortacji Signum magnum z 13 maja 1968 roku, gdzie Paweł VI stwierdza, że Maryja „Dziewicą będąc rodziła i po porodzeniu została Dziewicą, w co Kościół Katolicki zawsze wierzył i głosił”. W uroczystym wyznaniu wiary z 30 czerwca 1968 roku tenże papież mówi: „Wierzymy, że Najświętsza Maryja, pozostająca zawsze Dziewicą, była Matką Słowa Wcielonego, Boga naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”.
Wieczne dziewictwo, które polega na tym, że Maryja nie miała innych dzieci poza Jezusem, stanowi część zwyczajnego i ciągłego nauczania Kościoła, począwszy od V wieku.
Kościół więc sławiąc Najświętszą Maryję zawsze Dziewicę wyznaje:
W świetle tych prawd dziewictwo Maryi oznacza:
Prawdy o dziewictwie Maryi nie należy przyjmować jedynie na płaszczyźnie biologicznej. Jest to przede wszystkim tajemnica wiary związana z Trójcą Świętą, z Jezusem Chrystusem i Jego zbawczym dziełem, a zarazem znak Bożej interwencji. Dziewicze poczęcie dokonane mocą Ducha Świętego jest znakiem odwiecznej preegzystencji Syna Bożego. Wyraża nadto miłość Boga względem ludzi, bo Chrystus przyszedł na świat jako wynik nie ludzkiej, ale Boskiej miłości.
W rzeczywistości prawdy o dziewiczym narodzeniu Jezusa nie da się wyjaśnić metodami biologii i fizjologii, podobnie jak nie da się wytłumaczyć wielu innych wydarzeń z Jego życia: dziewiczego poczęcia, zmartwychwstania, przejścia przez zamknięte drzwi, kroczenia po wodzie. Dla nas wierzących, fakt ten jest jednym z nadzwyczajnych znaków danych ludziom:
Dziewictwo Maryi posiada także ścisły związek z tajemnicą zbawienia, gdyż stanowi w pewnym sensie wzorzec postawy otwartej na przyjęcie zbawienia. Z jednej strony pokazuje darmowość zbawienia, skoro Syn Boży przyszedł na ziemię za sprawą Ducha Świętego. Z drugiej strony dziewicze poczęcie Chrystusa ujawniło rodzaj wybranych przez Boga środków dla dokonania dzieła zbawienia. Nie są to środki cenione przez świat, ale takie wartości jak pokora, ubóstwo, czystość, wierna miłość. Dziewictwo Maryi jest wreszcie prototypem Kościoła, który podobnie jak Ona swoją płodność w rodzeniu dzieci Bożych zawdzięcza nie potędze ludzkiej, ale czystej wierze, zaufaniu i całkowitemu oddaniu się Bogu.
Tak pisze o tym K. Rahner: „ Dziewictwo Maryi i narodziny Pana bez interwencji ojca wskazują nie tylko przez słowa, ale w konkretach życia ludzkiego na jedną i tę samą sprawę. Bóg jest Bogiem wolnej łaski, Bogiem, którego my, przy naszych wysiłkach, nie możemy ściągnąć i przyciągnąć do nas. Jest Bogiem, którego możemy jedynie przyjąć jako łaskę, przez którą On daje nam samego siebie w sposób niewypowiedzianie wolny. Ta rzeczywistość w Maryi nie powinna być widziana jedynie w dyspozycjach Jej serca, bo wyraża ją w całości Jej byt, aż do Jej cielesności; musi ona być ukazana i przedstawiona w Jej życiu cielesnym. Stąd Maryja jest dziewicą w duchu i w ciele, jedyna w całym planie Bożym”.
Myślenie o dziewictwie Maryi nie powinno się skupiać na sprawie biologii, powinno dążyć w kierunku Jej wewnętrznej, dziewiczej świadomości, w której dogłębnie przeżywa fakt, że rodzi światu dziecko, będące „darem z wysoka”. Maryja przez całe swoje życie wzrastała w dziewiczej postawie służby słowu Bożemu. Maryja dzień po dniu wzrastała w pełniejszym rozumieniu Pisma, Jej pragnienie oddania się Bogu było ogromne, gotowa była poddać się wszystkim jego wyrokom. Dlatego Jej dziewictwo to dynamiczne szukanie woli Bożej, której oddała się bezwarunkowo.
Podobnie napisał J. Ratzinger: „W ujęciu biblijnym narodziny dziewicze nie chcą w ostateczności potwierdzać niczego innego jak tylko czystą darmowość tego, co tutaj się dokonuje. Są symbolem łaski” .
W dniu Zwiastowania skierował Bóg do Maryi słowa i lepiej poznała, czego On od Niej oczekuje. Wówczas narodziło się chrześcijańskie dziewictwo, w chwili, gdy Maryja została natchniona Duchem Świętym, by ofiarować się Bogu we wszystkich wymiarach swego istnienia. W Jej „fiat” zawarta została decyzja pozostania dziewicą na zawsze. Dzięki tej odpowiedzi staje się Matką Boga. Maryja głęboko doświadczyła, że wszystko jest darem Boga: życie, ukochani, świat. Wszystko to przejmuje Jej serce z wdzięcznością: „Wielbi dusza moja Pana”. Wiedziała – dotknięta łaską Pana – że wszystko co Ją stanowi, pochodzi wyłącznie od Pana. Doświadczała tego na modlitwie i urzeczywistniała w codziennym życiu.
Dziewictwo jest bardziej wartością porządku mistycznego niż moralnego: istotnie, jeśli jest wyrzeczeniem się macierzyńskiej płodności i bogactwa wzajemnego daru dwojga osób, to jest tym ze względu na wyłączną przynależność do Kogoś, kto jest najwyższym Dobrem, do Boga. „Dziewicze poczęcie – stwierdza J. Galot – potwierdza wcielenie nie tylko co do zrodzenia Syna, lecz co do miłości Bożej. Objawia ono istnienie miłości wyższej od zwykłej miłości małżeńskiej. Ukazuje bowiem nie-wątpliwie, że ponad miłością mężczyzny i kobiety istnieje intymna miłość pomiędzy osobą ludzką a Bogiem” .
Inny teolog napisał: „Dziewictwo Maryi nadaje Jej charakter konsekracji: zostaje wyłączona, aby stać się w sposób cudowny matką Mesjasza. Jej jedyny w swym rodzaju związek z Duchem Świętym umieszcza Ją w takiej bliskości z Bogiem, że Ona musi pozostać sama, aby ukazywać nam ten wyjątkowy wybór przez swego Pana”. Cudowność ta polega właśnie na fakcie, że to Bóg natchnął Ją tym pragnieniem; jest wyrazem powierzenia się całą osobą na służbę Bogu.
Larranaga zauważa: „Jest oczywiste, że konstytucja psychologiczna mężczyzny i kobiety wymaga wzajemnego dopełniania się. Ale kiedy Bóg żywy i prawdziwy bierze w posiadanie serce dziewicy, nie istnieje konieczność dopełnienia, gdyż serce jest zajęte i «urzeczywistnione» całkowicie”. Maryja Dziewica „jest wzorem miłości, która w nadziei daje się Bogu bezpośrednio, wykluczając wyłączne formy miłości cielesnej, by – w Bogu, a przez Boga dla ludzi – wydoskonalić miłość powszechną. W Maryi miłość osiągnęła szczyt płodności przez zrodzenie samego Boga” (Rene Laurentin).
Dnia 25 marca 1858 r. we Francji, młoda 14-letnia analfabetka imieniem Bernadeta trzykrotnie pyta ukazującą się jej Panią o imię. Pani przestawiła się: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie” (Immaculata Counception). To był szok dla teologów całego świata. Papież Pius IX zaledwie cztery lata wcześniej ogłosił dogmat, że Matka Boża jest Niepokalanie Poczęta. Bardzo często różni teologowie, m. in. Maksymilian Kolbe, spostrzegają to objawienie jako potwierdzenie tej prawdy wiary.
Niepokalane Poczęcie bywa często mylone z dziewiczym poczęciem Jezusa z Maryi. Tymczasem chodzi o poczęcie Maryi. Niekiedy i ono jest źle rozumiane, że została poczęta w sposób aseksualny. Zupełnie nie o to chodzi. Kościół wierzy, że przyszła Matka Wcielonego Syna Bożego została zachowana od grzechu pierworodnego. Od pierwszej chwili swego istnienia (czyli już w łonie swej matki) była „pełna łaski”.
Liturgia i dokumenty papieskie podają podstawę biblijną Niepokalanego Poczęcia w Protoewangelii (Rdz 3, 15) i w pozdrowieniu, z którym anioł zwrócił się do Maryi przy Zwiastowaniu (Łk 1, 28).
Tekst Protoewangelii ma znaczenie mesjańskie, zawiera proroctwo, że potomstwo Niewiasty zniszczy moc szatana. Wspomniana Niewiasta ma także udział w walce z szatanem: między Nią a wężem jest ta sama nienawiść, co między wężem a obiecanym Zbawicielem. Skoro nieprzyjaźń Niewiasty jest tak samo stała i całkowita jak Jej potomstwa, to należy wnioskować, że Matce Zbawiciela przypisane jest całkowite niepodleganie szatanowi, a więc wolność od jakiegokolwiek grzechu.
W scenie Zwiastowania Maryja nazwana jest „Łaski pełna”. Sens tych słów w naszym języku jest bardziej statyczny; wyrażają one pewien stan, mianowicie posiadanie daru bliskiej więzi z Bogiem. Bardziej dynamiczne znaczenia zawiera tekst grecki „kecharitomene”. Słowo to oznacza upodobanie Boga, otoczenie Maryi przez Boga życzliwością, z czego jako następstwo wynika Jej piękno, dzięki któremu może Ona nieustannie podobać się Bogu. Jest to zapewnienie ze strony Boga, że ma Ona na stałe ten przywilej, że gwarantuje go sam Bóg w Niej obecny „Pan z Tobą”. Ewangelia więc mówi o świętości Maryi jako o stałej i pełnej łączności z Bogiem nie dopuszczającej żadnego braku. To jest pierwsza przesłanka o Niepokalanym Poczęciu.
Należy tutaj też wspomnieć tekst 12 rozdziału Apokalipsy. Niewiasta w nim opisana ma cechy, wskazujące na Maryję (rodzi bowiem Władcę narodów), ma też inne, które wskazują na Kościół (cierpi prześladowanie). Niektóre interpretacje wskazują więc na Niewiastę obdarzoną wyjątkową bliskością Boga – to właśnie oznacza Jej przyodzianie w słońce. Księżyc, który jest symbolem niestałości, zmienności, a więc i niewierności Bogu – znajduje się pod Jej stopami. Tekst ten bywa cytowany jako świadectwo wyjątkowej i pełnej świętości Maryi.
Przy rozważaniu nauki o Niepokalanym Poczęciu tradycja posługiwała się wielu tekstami Starego Testamentu, które stosowano w sensie rozszerzonym, a często przenośnym. Do takich tekstów należą: Pnp 4, 7; Syr 24, 3-9; Prz 8, 22-35. Odnoszenie tych teksów do Maryi ma uzasadnienie teologiczne, o ile uwzględni się prawdę, że Ona – od wieków przewidziana na Matkę Syna Bożego – była zamierzona przez Boga jako szczytowy punkt stworzenia obdarzonego łaską i przygotowanego na przyjęcie Słowa Wcielonego.
Ostateczny wniosek jest następujący: w Biblii nie ma żadnej wskazówki formalnej o Niepokalanym Poczęciu, są jedynie ślady w postaci domyślnej i niejasnej.
Problem Niepokalanego Poczęcia Maryi był po raz pierwszy postawiony przez teologię w niezbyt sprzyjających okolicznościach, mianowicie w dyskusji z pelagianizmem. Pelagiusz w początkach V w. uczył, że człowiek może być świętym o własnych siłach, bez pomocy łaski, a w dowód tego przytaczał przykład Maryi i Jej świętości. Przy tej okazji dawał świadectwo powszechnemu przekonaniu, że Maryja w ogóle nie miała grzechów. Odpowiedź św. Augustyna była najzupełniej prawidłowa: bezgrzeszność Maryi jest właśnie dziełem wyjątkowej łaski Bożej.
Mniej szczęśliwie rozwinęła się dyskusja odnośnie drugiego zagadnienia wysuniętego przez Pelagiusza, że mianowicie grzech pierworodny nie zaszkodził ludziom i nie osłabił ich zdolności do dobrego. W odpowiedzi Augustyn bardzo mocno podkreślał prawdę, że przez grzech pierwszych rodziców cała ludzkość stała się skłonna do złego i uległa szatanowi. Julian z Eklanu – zwolennik Pelagiusza, postawił wówczas zarzut, że Maryję także uważa się za uległą szatanowi. Odpierając ten zarzut Augustyn użył sformułowania „conditio nascendi”, które wskazuje na okoliczność narodzenia Maryi z ludzkości obciążonej grzechem pierworodnym, ale dalej posługując się terminem „renascendi”, mówił o „odrodzeniu” Maryi z grzechu pierworodnego.
Teologiczna walka o wolność Maryi od grzechu pierworodnego toczyła się w gruncie rzeczy przeciwko augustyńskim wyobrażeniom o tym grzechu. Nauka Augustyna niestety, ograniczała Ewangelię. W jego ujęciu zgubny wpływ grzechu pierworodnego wyraźnie dominował nad działaniem łaski, wbrew świadectwu św. Pawła, iż pośród roztaczającego się grzechu „jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20). Spojrzenie na Maryję doprowadziło do wyłomu w ponurej wizji Augustyna.
Dopiero jednak w XIV w. Duns Szkot, angielski franciszkanin znalazł właściwe wyjaśnienie mówiąc o „redemptio praeservativa”(odkupienie zachowawcze): łaska odkupienia może przecież zachować , a nie tylko uwolnić od grzechu. Ten argument usunął najpoważniejszą przeszkodę do przyjęcia nauki o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Termin ten ukazuje Maryję jako korzystającą z łaski odkupienia w sposób uprzedni i dzięki temu mogła Ona być poczęta bez grzechu pierworodnego. Szkot dzięki argumentowi „Doskonałego Pośrednika”, ma wielką zasługę, gdy chodzi o usunięcie podstawowego zastrzeżenia negującego przywilej: Niepokalane Poczęcie Maryi dalekie jest od tego, by mogło być brakiem odkupienia, co więcej, jest odkupieniem podniesionym na najwyższy stopień: jest odkupieniem „zachowawczym”. To odkupienie jest nie tylko możliwe, ale wymagane. Faktycznie Chrystus będąc Doskonałym Pośrednikiem, musiał dokonać doskonałego pośrednictwa i dokonał tego na rzecz Maryi.
Na Wschodzie święto Niepokalanego Poczęcia przyjęte zostało w VII wieku, w IX wieku przeszło do Włoch, a następnie w XI do Anglii. Na Zachodzie oficjalnie zostało zatwierdzone święto i msza w XV wieku (papież Sykstus VI w 1447 r). Dyskusje dogmatyczne na temat Niepokalanego Poczęcia Maryi zakończył ostatecznie Pius IX bullą Ineffabilis Deus (Niewyrażalny Bóg) ogłoszoną 8 grudnia 1854 roku.
Tekst definicji ogłoszonej w bulli w dużej części został zamieszczony już w 1661 r. w dokumencie Sollicitudo o Niepokalanej papieża Aleksandra VII. Papież Pius IX zanim ogłosił ten dogmat, przeprowadził szeroką konsultację z biskupami Kościoła na całym świecie, swoisty „sobór korespondencyjny”. Okazało się, że cały Kościół wierzy w Niepokalane Poczęcie Matki Bożej. I papież to ogłosił – wyraźnie, uroczyście i głośno.
Słowa bulli brzmiały: „Oświadczamy, wyrokujemy i definiujemy, że nauka według której Najświętsza Maryja Panna w pierwszej chwili swego poczęcia, za szczególną łaską i przywilejem Boga Wszechmogącego, biorąc pod uwagę zasługi Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego – jest przez Boga objawiona, a przeto wszyscy wierni mają w nią mocno i stale wierzyć.”
Aby zrozumieć ten Maryjny dogmat, trzeba wiedzieć, czym jest grzech pierworodny i czym jest łaska Boża. Grzech pierworodny jest skutkiem buntu pierwszych rodziców przeciwko Bogu. Biblia obrazowo opowiada historię o zerwaniu owocu z drzewa dobra i zła. Adam i Ewa ponieśli konsekwencje tego nieposłuszeństwa. Symbolem tego było wygnanie z raju. W ich życiu pojawiły się strach, wstyd, kłótnia, cierpienie, śmierć. Człowiek na własne życzenie wypadł z przestrzeni Bożej łaski. Od tego czasu każdy człowiek rodzi się jako „wygnaniec z raju”, czyli w sytuacji braku zbawienia i naturalnej skłonności do zła. Ten zły spadek przechodzi na wszystkich „synów Adama”.
Na szczęście Bóg nigdy nie przestał szukać zgubionego człowieka. Kołem ratunkowym podanym człowiekowi jest Jezus Chrystus. To On jest podstawową „łaską Bożą”. W Nim Bóg szuka każdego zbuntowanego człowieka. Jezus wyzwala od grzechu pierworodnego i wszystkich osobistych grzechów. Otwiera drogę do utraconego raju, czyli życia w przyjaźni z Bogiem. „Niepokalanym poczęciem” w naszym życiu jest chrzest. Wtedy Chrystus uwalnia nas od grzechu pierworodnego, zostajemy objęci łaską Boga, czyli Jego miłością.
Maryja została zbawiona również przez Chrystusa. W Jej przypadku jednak działanie łaski było uprzedzające. Została zachowana od grzechu pierworodnego „w przewidywaniu przyszłych zasług Jezusa Chrystusa”.
W definicji dogmatycznej istotne są dwa sformułowania:
Maryja więc: była poczęta w łasce uświęcającej (w stanie pełnej przyjaźni z Bogiem, w stanie dziecięctwa Bożego); była wolna od wszelkich kar związanych z grzechem pierworodnym (np. brak oglądania Boga w wieczności); była ustrzeżona od doczesnych konsekwencji grzechu pierworodnego (cechowała ją harmonia wewnętrzna i nie podlegała śmierci).
Zacytowany fragment dogmatu godzi dwa pozornie sprzeczne zdania: przekonanie o wolności Maryi od wszelkiej skazy jeszcze przed przyjściem Jezusa z prawdą o powszechności i konieczności Chrystusowego odkupienia, obejmującego również Maryję. Uwolnienie Maryi od grzechu pierworodnego wyprzedza wcielenie Syna Bożego dzięki przewidywaniu zasług dzieła zbawczego Jezusa Chrystusa. Należy jednak pamiętać, że z Bożego Objawienia wyrasta nie tyle wyjaśnienie trudności dogmatu, ile jego treść o głębokości działania Bożego w Maryi. Wyprzedzające działanie Boże, które polega na uświęceniu Maryi od samego początku Jej istnienia, jest znakiem niezawodnej nadziei, że każde, nawet najmniej widoczne dobro może być potężniejsze od największego zła, może zachować od grzechu.
Przywilej Niepokalanego Poczęcia Maryi posiada charakter pozytywny, wyrażający się pełnią łaski w życiu Maryi. Duchowa „pojemność” Jej duszy była przepełniona łaską.
Na ten temat mówi także Pius IX: „A przeto daleko więcej niż kogokolwiek z duchów anielskich i wszystkich innych niebian obsypał Ją obfitością darów zaczerpniętych ze skarbnicy bóstwa w sposób tak cudowny, że Ona sama ustawicznie była wolna od jakiejkolwiek zmazy grzechowej”.
Przywilej Niepokalanego Poczęcia Maryi zmusza nas do zamyślenia nad Bożym wybraniem. Bóg wybrał Ją na Matkę swojego Syna, wybrał przed założeniem świata. Dlaczego Ją właśnie? To tajemnica Bożej wolności. Bóg jest Miłością, dlatego jest też wolnością, bezgraniczną wolnością. Miłość rodzi się w wolności, miłość bez granic rodzi się w wolności bez granic, a wolność to wybieranie. Cała historia zbawienia pełna jest Bożych wyborów. Wybieranie Boże nie jest nigdy przymusem, nigdy nie jest niewolą, zawsze jest uwolnieniem, wybraniem ku większej wolności.
Niepokalane Poczęcie jest ziemskim początkiem odwiecznego wybrania Maryi. Jest to wybranie przełomowe, do którego zdążały wszystkie wcześniejsze wybrania, od Abrahama począwszy, przez cały Stary Testament. Jest to wybranie o absolutnie nowej jakości. Jeśli nad całym Starym Testamentem ciążyło jarzmo grzechu pierworodnego, to z Maryi, mocą Bożego wybrania, to jarzmo zostaje zdjęte.
Tej nowej wolności, wynikającej z Bożego wybrania i uwolnienia od jarzma grzechu pierworodnego, doświadcza Maryja w sposób szczególny podczas zwiastowania, kiedy to nie liczą się dla Niej względy ludzkie, tak bardzo pętające naszą wolność. Liczy się dla Niej tylko miłość i Bóg. Nie zadaje Archaniołowi pytań tak typowych dla nas: dlaczego ja? Czy ja nie mogę mieć normalnego życia? Co ludzie powiedzą? Jak sobie z tym poradzę? Pyta tylko z prostotą i zadziwieniem: jakże się to stanie? Gdy otrzymuje odpowiedź, nie waha się ani chwili. Tak w obliczu wielkich wyborów postępują ludzie wolni, których serce nie szamoce się w okowach lęku. Jej fiat jest głębokim oddechem Jej niepokalaności.
My też uczestniczymy w Jej wybraniu. Św. Paweł napisze: „W swoim Synu Bóg nas wybrał na przybrane dzieci, abyśmy się stali święci i niepokalani przed Jego obliczem” (Ef 1, 4). Wybranie, niepokalaność Maryi, wcale Jej od nas nie oddziela tak, byśmy Jej mieli tego zazdrościć. Przeciwnie, owo wybranie jest dla nas zaproszeniem, nową perspektywą w Jezusie Chrystusie, jest pragnieniem Boga dla nas i naszą najgłębszą tęsknotą.
Dogmat Niepokalanego Poczęcia został ogłoszony, aby ukazać całą świętość Maryi i przypomnieć, że Bóg jest pierwszym autorem świętości Maryi i każdego człowieka. Bóg jest zawsze pierwszy. Jego łaska jest przed naszą wolnością, przed naszymi uczynkami. On nas pierwszy umiłował. Ludzka wiara, ludzka miłość są zawsze odpowiedzią na uprzedzające działanie Boga, który pociąga nas ku sobie. Świętość jest bardziej darem Boga niż zasługą człowieka. Maryja jest „Cała Święta”, jak mówią prawosławni, bo jest cała dziełem Bożej miłości. Oczywiście to nie oznacza, że musiała taka być. Absolutnie nie tak. Łaska nie przekreśla wolności. Maryja w pewnym sensie była w tej samej sytuacji co Ewa, jak ona była wolna, urodziła się w „raju”. Zdecydowała jednak – inaczej niż Ewa – pozostać w nim. Powiedziała Bogu „tak”. Pokazuje nam, kim możemy być, jeśli zaufamy Bogu tak jak Ona. „Maryja jest rajem Bożym, stworzeniem wolnym od wszelkiej zmazy. Niepokalane poczęcie przywraca Jej pełne podobieństwo do Boga. W Niej w doskonały sposób odtworzony został niezniekształcony obraz Boga” (Bernard Martelet). Tak więc pochylając się nad dogmatem Niepokalanego Poczęcia rozważamy Jej wybranie, świętość i rozbudzamy w sobie nadzieję.
Ogłoszony dogmat podkreśla podstawową prawdę. Niepokalane Poczęcie było i pozostaje łaską absolutnie darmo daną – gratia absolutissime gratis data, czystą łaską – gratia pura, samą łaską – sola gratia. W takim rozumieniu Niepokalane Poczęcie jest nieustanną pieśnią chwały na cześć sola gratia. Ono nie opowiada o zasłudze, o współpracy z łaską, ale śpiewa wspaniałość łaski z nadobfitości miłosiernej miłości Boga, zakłada i sławi radykalną uprzedniość łaski w stosunku do możliwości jakiejkolwiek zasługi. Sam miłosierny Bóg stoi na początku, w centrum i na końcu tego świętego Misterium.
Trzeba nam kontemplować to Misterium i zachwycać się niezwykłością Bożego miłosierdzia. Razem z Niepokalaną winniśmy śpiewać hymn chwały, bo uczynił Jej wielkie rzeczy, który możny jest i miłosierny, a miłosierdzie Jego zajaśniało absolutnie czystym płomieniem w Niepokalanym Poczęciu. W Niepokalanej „w Odkupionej w sposób wzniosły” w najwznioślejszy sposób zajaśniało Boże miłosierdzie.
Jan Paweł II zdumiewa się majestatem Bożej łaski, która zajaśniała w Niepokalanym Poczęciu odkupionej Maryi: „List do Efezjan mówiąc o «majestacie łaski», jaką «Bóg i Ojciec obdarzył nas w Umiłowanym», dodaje «w Nim mamy odkupienie przez krew» (Ef 1,4). Wedle wiary wyrażonej w uroczystym nauczaniu Kościoła, ów «majestat łaski» objawił się w Bogarodzicy przez to, że została Ona odkupiona w «sposób wznioślejszy». Za sprawą bogactwa łaski Umiłowanego, ze względu na odkupieńcze zasługi Tego, Który miał stać się Jej Synem, Maryja została ochroniona od dziedzictwa pierworodnego grzechu” (Redemptoris Mater 10).
Pozdrawiam Cię o Maryjo, cała nieskalana, czysta i godna uwielbienia. Ty jesteś Współodkupicielką, Rosą mojego jałowego serca, Światłem mojego przyciemnionego umysłu, Naprawczynią wszelkiego mojego zła (św. Efrem Syryjski).
Pierwszy dzień nowego roku kalendarzowego to Uroczystość Maryi Panny Bożej Rodzicielki. Każdy nowy etap życia wiążemy z nadzieją, że przeżyjemy go lepiej, pomyślniej i owocniej. Jednocześnie towarzyszy nam świadomość naszej słabości i przemijania, jakie niesie z sobą czas. Dlatego wyczuwamy w nas samych i wokół napięcie i oczekiwanie.
Słusznie Kościół wybrał dzień 1 stycznia dla uczczenia tajemnicy Bożego macierzyństwa Maryi, która kryje w sobie spełnienie obietnicy przyjścia Mesjasza i wprowadza w ludzki świat Bożą Naturę.
Do tytułu Maryi – Boża Rodzicielka, a jeszcze bardziej Matka Boska – jesteśmy tak przyzwyczajeni, że nie robi on na nas większego wrażenia. Mocno jest zakorzeniony w naszej polskiej kulturze. Przykładem jest tutaj najstarsza pieśń Polaków „Bogurodzica”. Jednak za tym tytułem, który został oficjalnie ogłoszony w formule dogmatycznej, kryje się historia niezwykłego napięcia, które powodowało spory i rozdarcia w Kościele pierwszych wieków.
Kult Maryi wśród chrześcijan istniał od samego początku; przejawiał się on w szczególnej czci i miłości do Matki Pana, w wezwaniach i modlitwach skierowanych do Niej i w naśladowaniu Jej cnót. Początkowo w liturgii czczono Maryję łącznie z Jezusem. Wyrażało się to np. w wyznaniach wiary składanych przez katechumenów. Prawdopodobnie kult ten początkowo miał charakter prywatny, bo istniała obawa, żeby nowo nawróceni z pogaństwa nie traktowali Maryi jako bogini. Niemniej już z II w. zachował się wizerunek Maryi z Dzieciątkiem (katakumby Pryscylli w Rzymie). Specjaliści podają, że tytułu tego używał jeden z największych pisarzy Kościoła pierwszych wieków Orygenes (+253), lecz jego dzieła nie dotrwały do naszych czasów. Pierwszym pewnym dokumentem jest świadectwo św. Aleksandra z Aleksandrii (325) oraz wypowiedzi św. Grzegorza z Nazjanzu (+390). Na Zachodzie jako pewnika używano tytułu Mater Dei (lub Dei Genitrix). Dwa razy spotyka się go w tekstach św. Ambrożego. Ten tytuł jest przypisywany Maryi w najstarszej greckiej antyfonie „Pod Twoją obronę” z III w. Tu po raz pierwszy pojawia się słowo Theotokos – Boża Rodzicielka. „Pod obronę miłosierdzia Twojego uciekamy się, o Boża Rodzicielko, naszymi prośbami nie gardź w potrzebie, lecz od niebezpieczeństwa wyrwij nas, Ty, która sama jesteś czysta i błogosławiona”. Przez całe cztery wieki posługiwano się tym wyrażeniem, aż do wybuchu kontrowersji w 430 roku. Ostatecznie Sobory w Efezie i Chalcedonie włączyły tę nazwę w uroczyste orzeczenia i w ten sposób potwierdziły Tradycję.
Dlaczego czekano aż tyle czasu, skoro ten tytuł jest tak oczywisty? Otóż ten tytuł ukrywa w sobie i odkrywa rzeczywistość dla człowieka niepojętą i pełną paradoksów. W jaki sposób nawet najdoskonalsza kobieta może stać się Matką samego Boga? Nie bardzo mieści się to w naszej głowie. Nie mieściło się też głowach wielu teologom i myślicielom pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Do nich należał Nestoriusz, patriarcha Konstantynopola od 428 roku. W swoich kazaniach zwalczał on tytuł Theotokos. Był on uczniem teologicznej szkoły w Antiochii Syryjskiej, która zwróciła uwagę głównie na człowieczeństwo Jezusa. Gdy określano tajemnicze zjednoczenie bóstwa i człowieczeństwa w Jezusie, mówiono, że „Chrystus–człowiek jest świątynią, w której zamieszkał Bóg”. Chrystus-człowiek jest więc kimś innym niż Bóg. Dlatego Nestoriusz głosił, że Maryja nie mogła urodzić Boga, że jest tylko Christotokos, Matką Chrystusa–człowieka, który później zjednoczony został z Synem Bożym. Sprawa ta nabrała rozgłosu, gdy o wystąpieniach Nestoriusza dowiedział się Cyryl, biskup Aleksandrii. Jego nauka o Chrystusie, w przeciwieństwie do nauki Nestoriusza podkreśla jedność Bóstwa i człowieczeństwa Słowa Wcielonego.
Święty Cyryl napisał list streszczający naukę katolicką: „Nie mówimy, że natura Słowa zmieniła się w ciało, ani że zmieniła się w człowieka pełnego, złożonego z duszy ciała, lecz twierdzimy, że Słowo jednocząc się przez unię hipostatyczną z ciałem ożywionym duszą rozumną, stało się człowiekiem w sposób niewypowiedziany i niepojęty i że zostało nazwane Synem Człowieczym…Albowiem nie urodził się najpierw ze Świętej Dziewicy człowiek, w którego by potem wstąpiło Słowo, lecz twierdzimy, że już w łonie Matki zostało ono połączone z ciałem i cieleśnie się urodziło, przyjmując urodzenie cielesne jako własne…Przeto (święci Ojcowie) nie wahali się nazwać Świętej Dziewicy Matką Boga”.
W ten sposób dla Cyryla zjednoczenie między Bóstwem Słowa i jego człowieczeństwem jest prawdziwie fizyczne. Jest to zjednoczenie tak nadzwyczajne, że uzasadnia prawdziwie tytuł Theotokos. Ukazuje Chrystusa, który nie jest człowiekiem ubóstwionym, lecz Bogiem i przyjął ludzkie ciało, jest Bogiem-Człowiekiem. Po otrzymaniu listu Nestoriusz odwołał się do Rzymu, gdy papieżem był Celestyn I. Został zwołany Synod w 430 roku, który potępił Nestoriusza i przyznał rację Cyrylowi.
W 431 roku zwołano trzeci Sobór powszechny do Efezu, któremu z ramienia papieża miał przewodniczyć Cyryl. Dnia 22 czerwca 431 zwołano wielką sesję soborową, bez obecności patriarchy Jerozolimy i potępiono oficjalnie naukę Nestoriusza, uroczyście ogłaszając, że Maryja ma być nazywana Matką Boga. Jednak po przybyciu spóźnionego patriarchy doszło do zatargów. Wówczas włączył się do sprawy cesarz Teodozjusz. Ostatecznie przyjęto rozwiązanie polubowne. Zachowano powiedzenie teologów z Antiochii, że Chrystus był świątynią, w której zamieszkał Bóg, ale dodano wyjaśnienie, że między Bóstwem i człowieczeństwem istnieje zjednoczenie osobowe (czyli „unia hipostatyczna”) i że Maryi należy się tytuł Matki Boga. Ujęto to w następujących słowach: „Niech nikt nie waha się nazywać Świętej Dziewicy Bożą Rodzicielką (Theotokos, Dei Genitrix) nie w tym sensie jakoby natura Słowa i Bóstwo wzięły z Niej swój początek, lecz w rozumieniu, że z Niej narodziło się święte ciało ożywione duszą rozumną, które substancjalnie połączyło się ze Słowem Bożym, o którym to mówimy, że narodziło się według ciała”.
Stwierdzenie Soboru Efeskiego podjął Sobór w Chalcedonie w 451 roku: „Naśladując Świętych Ojców, głosimy wszyscy jednomyślnie jednego i tego samego Syna, Pana naszego Jezusa Chrystusa… zrodzonego z Ojca przed wiekami w swym Bóstwie, lecz w ostatnich czasach dla nas i dla naszego zbawienia (zrodzonego) z Maryi Dziewicy, Theotokos, w swym człowieczeństwie”. Nauczanie to zostało powtórzone na Soborze Konstantynopolitańskim II w 553 r. i III w 681 r. oraz Watykańskim II w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele (KK 52 i 53). Natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego tak ujmuje tę prawdę: „Maryja jest prawdziwie Matką Bożą, ponieważ jest Matką Jezusa. Istotnie, Ten, którego poczęła jako człowieka z Ducha Świętego i który prawdziwie stał się Jej Synem, jest wiecznym Synem Boga Ojca. Jest samym Bogiem”.
Pismo święte nie nazywa Maryi Matką Bożą, ale wyraźnie objawia, że jest Ona Matką Jezusa (J 2,1; Dz 2,14) lub Jego Matką (Mk 3,13; Mt 1,11; Łk 2,34.48; J 2,5.12) , czyli Matką Słowa, które „stało się ciałem” (J 1,14).
Macierzyńska funkcja Maryi względem Jezusa nie ograniczała się do samej tylko biologicznej posługi; z wydarzenia Zwiastowania wynika, że Bóg oczekiwał od Maryi dobrowolnej zgody. Odpowiedź Maryi: „Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie wg słowa Twego” (Łk 1,38) stanowi wyraz Jej wiary, posłuszeństwa względem Boga. Sobór Watykański stwierdza, że „Maryja Dziewica, która przy zwiastowaniu anielskim poczęła i w sercu, i w ciele Słowo Boże i dała Światu Życie, uznawana jest i czczona jako prawdziwa Matka Boga i Odkupiciela” (KK 53).
Maryja jako reprezentantka ludzkości została zaproszona do dialogu o wcieleniu i zbawieniu. Był to największy, najważniejszy i najdonioślejszy dialog wszechczasów: z jednej strony Bóg, z drugiej człowiek, z jednej Przedwieczny i Wszechpotężny, a z drugiej krucha dziewczyna z palestyńskiego miasteczka. Ziemia i niebo zawisły na jej ustach. Aniołowie czekali jej odpowiedzi. Odwieczne Słowo oczekiwało Jej: „Niech mi się stanie”, by stać się ciałem.
Szczególne miejsce biblijne ukazujące Boże macierzyństwo Maryi, to opis nawiedzenia św. Elżbiety. Krewna Maryi natchniona Duchem Świętym mówi: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie”. Określenie „Matka Pana” jest treściowo równoważne do tytułu „ Matka Boga”.
Sobór Efeski potwierdził przede wszystkim dogmat o jedności Chrystusa, jedności hipostatycznej, w konsekwencji zaś dogmat Bożego macierzyństwa. Istotnym jest zauważyć, że sobór ten był najpierw soborem chrystologicznym, a w następstwie tego także mariologicznym. Jeden ze współczesnych teologów stwierdza: „Dogmat Efezu posiada przede wszystkim znaczenie chrystologiczne. Maryja nie została nazwana «Matką Boga», by uwielbić Jej osobę, lecz ze względu na Chrystusa, aby prawda o Osobie Chrystusa została w pełni wyjaśniona. Także tam Maryja jest Służebnicą Pana. Dogmat, który Jej dotyczy, znajduje się w służbie prawdy odnoszącej się do Jej Syna, Pana. Sobór Efeski nazywając Ją Matką Boga, uznaje w Chrystusie dwie natury: ludzką i Boską, i jedną tylko Osobę. Uznaje on w ten sposób rzeczywistość Wcielenia począwszy od cudownego poczęcia Syna Bożego z Dziewicy Maryi”.
Stąd w sposób ostateczny dogmat Maryjny ukazuje się w Efezie jako nierozłącznie związany z teologią Wcielenia: macierzyństwo Boże Maryi zakłada konieczność zrozumienia tajemnicy Chrystusa. Popełniając błąd w odniesieniu do Chrystusa, popełnia się błąd co do Maryi i odwrotnie. Tak tę relację komentował św. Tomasz z Akwinu : „Człowieczeństwo Chrystusa i macierzyństwo Maryi są do tego stopnia powiązane, że popełnienie błędu co do jednego, oznacza z konieczności także błąd w stosunku do drugiego”.
Pokazuje to podstawową prawdę: Maryję dostrzega się tylko w świetle Jezusa. Z wielkości bytu i misji Jezusa wypływa wielkość Jego Matki. Jej macierzyństwo wobec Jezusa stało się źródłem zbawienia dla świata i wprowadza nas zasadniczo w centrum Jej tajemnicy. W zbawczym zamyśle Boga Ojca Maryja jest zasadniczo Matką odwiecznego Syna. Cała nauka o Maryi znajduje tutaj swoje światło i swoją podstawę.
Tak ujął to Pius XII: „Z tej najwznioślejszej funkcji Matki Boga, jak z tajemniczego źródła, zdają się wypływać wszystkie te przywileje i łaski, które zdobią w sposób i w stopniu nadzwyczajnym Jej duszę i Jej życie”.
Również Paweł VI stwierdza: „Ta chwała i godność Matki Bożej nie ma równej wśród stworzeń i jest dla Maryi najwyższym tytułem czci, gdyż w Bożym macierzyństwie znajduje się podstawa wszystkich przywilejów i prerogatyw Maryi”.
A Jan Paweł II ujmuje tę prawdę następująco: „Maryja tworzy z Jezusem jedno, nie tylko dlatego, że są Matką i Synem według ciała, lecz dlatego, że w wiecznym zamiarze Boga są kontemplowani, przeznaczeni, umieszczeni razem w centrum historii zbawienia”.
Teolog Perrin podkreśla ważność tego dogmatu: „Kto zrozumiał Jej macierzyństwo, zrozumiał Maryję. Dlatego tylko Bóg jest tutaj tym, który zna to, czego udzielił stworzeniu czyniąc z niego swoją matkę, podczas gdy dla nas Maryja pozostaje niedościgniona, podobnie jak i Syn”.
Podsumowując: dogmat Bożego Macierzyństwa jest oparty całkowicie na chrystologii i oznacza, że:
Rozważając treść tajemnicy Bożego Macierzyństwa Maryi, trzeba więc brać pod uwagę zagadnienie wzajemnego stosunku ludzkiej osoby Maryi i Boskiej Osoby Jezusa. W sensie potocznym rozumiemy „macierzyństwo” jako: urodzenie dziecka przez matkę, powodujące ich wzajemną, trwałą więź. Każdy z nas jako osoba jest na stałe związany z matką. Mamy prawo wnioskować, że Maryję i Jezusa wiąże także głęboki, trwały stosunek. Maryja, jak każda matka, jest Rodzicielką swego Syna co do ciała. Ludzką duszę Jezusa stworzył Bóg i ta dusza oraz ciało są złączone od chwili Wcielenia z Boską Osobą Syna Bożego. Maryja jest zatem matką osoby, która z Niej wzięła ciało. Jest Ona Matką i jak każda ludzka matka ma prawo nazywać Chrystusa swoim synem.
Trzeba oczywiście pamiętać, że Maryja choć ma tego samego Syna, co Bóg Ojciec, to Ona daje Mu tylko naturę ludzką, podczas gdy Bóg rodzi Syna w swej Boskiej istocie, którą posiadają odwiecznie Trzy Osoby Boskie.
Jakie są konsekwencje tego Boskiego Macierzyństwa dla życia wewnętrznego Maryi?
Maryja, jak każda matka otaczała swego Syna miłością i troskliwością, obdarzała Go zaufaniem i była Mu oddana. Każde dziecko zależy od matki, ale jest i odwrotnie: rodzice dając życie dziecku i wychowując je – sami się zmieniają. Maryja jak matka kocha, pielęgnuje, wychowuje swego Syna, ufa Mu i wierzy, ale sytuacja jest wyjątkowa, bo Jej dziecko to Bóg. Gdy kocha swego Syna, to kocha samego Boga, spełnia więc nieustannie akt miłości, bezpośrednio obcując z Bogiem. „W Maryi miłość zestroiła wszystkie Jej władze, uporządkowała wszystkie Jej moce, połączyła wszystkie Jej pragnienia – miłość stała się jedynym aktem Jej życia. Istnienie Maryi, zamiast przejawiać się w wielu aktach, jest nieogarnioną doskonałością jednego aktu miłości”, tak napisał Anastasio Ballestrero. Świętość Maryi jest więc ściśle związana z jej macierzyństwem. Oddając się Synowi na matczyną służbę, oddaje się samemu Bogu. Jak napisał filozof Jean Paul Sartre: „Żadna kobieta nigdy nie mogła mieć Boga tak blisko, jak Maryja, Boga-Dziecię, które mogła brać na ręce i okrywać pocałunkami, Boga oddychającego i rozpromienionego, Boga, którego można było dotknąć i który się uśmiechał”.
Można zadawać jeszcze inne pytania: Co było najważniejsze w życiu młodej żydowskiej kobiety o imieniu Miriam, po polsku Maryi, co prawdopodobnie oznacza „umiłowana przez Boga” lub „miłująca Boga”? Jaka Jej postawa zadecydowała o Bożym Macierzyństwie?
Jak zwykle w rzeczach wielkich rozstrzygające znaczenie mają postawy najprostsze, bowiem największa głębia kryje się w rzeczach najprostszych. W czym wyraziła się prostota Maryi? Otóż znalazła ona swój wyraz w spełnieniu pierwszego i najważniejszego przykazania, jakie Bóg dał Izraelowi, a które jednoznacznie przypomniał Jezus: „Słuchaj Izraelu, Pan, Bóg nasz jest jeden. Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12, 29-30).
Dla Żydów jest to najważniejsza modlitwa. Była nią również dla Maryi. Owo pierwsze słowo szema jest niezwykle ważne, gdyż ono mówi, że nie na nas opiera się cały świat i wszystko, co nas otacza. „To Bóg jest centrum, On jest miarą wszystkiego! On jest ważniejszy od moich uczuć, od mojej psychiki mocnej czy słabej, od moich wpływów, tam, gdzie trzeba, od całej wiedzy i przemyślności, i wreszcie od mojej mocy.” Jezus często powtarza wezwanie: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Nie chodzi tu o słuchanie dla potwierdzenia swoich przemyśleń czy idei, ale o postawę słuchania słowa Bożego, które wpływa na moje życie i je przemienia według woli Boga, czyli chodzi o postawę posłuszeństwa słowu Bożemu.
To przykazanie szema stało w centrum życia Maryi. Ona poczęła i porodziła przez wiarę, a wiara, jak mówi św. Paweł rodzi się ze słuchania. Maryja zatem poczęła i porodziła przez słuchanie. Ona naprawdę słuchała. Słuchać bowiem oznacza słyszeć i być posłusznym. A Bóg mówi cicho i zwraca się do ludzkiej wolności. Maryja w pierwszym momencie rozmowy z Bożym Posłańcem jest zmieszana, słucha i nie boi się. Potem pojawia się zaciekawienie i dlatego pyta, chce słuchać, aż wreszcie słuchanie zamienia się w decyzję: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Maryja słuchała przez całe swe życie: pasterzy, Symeona, swego Syna, a przede wszystkim wsłuchiwała się w głos Pana.
Jezus w czasie swej ziemskiej działalności nie mówił o swojej Matce – matka. Używa słowa «niewiasta». Czyżby to był brak czułości? Nic bardziej mylnego. Jezus i Maryja rozumieją się głębiej i znacznie lepiej niż możemy przypuszczać. Miejscem ich najgłębszego spotkania i porozumienia nie są słodkie uczucia, ale płaszczyzna słuchania, szema Izrael. Ta płaszczyzna jest mocniejsza od ludzkich więzów, nawet najbardziej zażyłych. Bo chociaż są piękne i wartościowe, to jednak bezsilne wobec grzechu i śmierci. Dlatego Jezus dwukrotnie pochwala publicznie tę znamienną postawę Maryi: „Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego” (Łk 11, 28) oraz „Moją Matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21).
Maryja była zasłuchana w Słowo Boga i to wyraża Jej modlitwa, jedyna zachowana w Ewangelii – Magnifikat. Jej modlitwa przede wszystkim jest uwielbieniem i dziękczynieniem. Ona sławi Boga, który jest Jej, który jest pełen miłosierdzia, błogosławiony i potężny. Ona sławi Boga wspominając Jego potężne dzieła dokonane w dziejach zbawienia i w wybraniu Jej na Matkę Mesjasza. Tak Izraelici wielbili Boga Jahwe w hymnach, bezinteresownie i w radosnym śpiewaniu. Drugą zdumiewającą prawdą jaką odkrywamy w modlitwie Maryi to treść, która zawiera teksty biblijne. Wynika stąd, że serce Maryi i Jej pamięć były wypełnione tekstami Pisma świętego. Słowa Biblii płynęły niejako same z Jej serca i pamięci tworząc modlitwę. Modlitwa Maryi jest wybitnie biblijna.
Skoro chcemy być podobne do Maryi, musimy naśladować Ją w posłuszeństwie i w życiu wypełnionym Słowem Bożym.
Najstarsza tradycja kościelna, której przedstawicielami są św. Justyn i św. Ireneusz, zawsze podkreślała zbawcze znaczenie wiary i posłuszeństwa Maryi oraz jej macierzyńskiej posługi względem Chrystusa.
Rola Maryi w tajemnicy odkupienia wynika z postanowienia Bożego: On sam jest Zbawcą, ale realizuje swoje dzieło także przy pomocy ludzi, spośród których pierwsze po Chrystusie i niepowtarzalne miejsce zajmuje Maryja, Matka Syna Bożego.
W tajemnicy odkupienia Maryja ma rolę analogiczną do tej, jaką spełniała w ukrytej tajemnicy wcielenia. Pod krzyżem, jak i przy zwiastowaniu, działanie Maryi sprowadza się w istocie do zgody, która wypływa z Jej wiary i miłości. Przy zwiastowaniu zgoda na życie, na ludzkie życie, które daje Synowi; przy odkupieniu, zgoda na śmierć, na ludzką śmierć, którą Chrystus musiał przecierpieć, aby odkupić świat. Te dwa przyzwolenia są w istocie jednym i tym samym fiat zwiastowania, którym obejmowała bezwarunkowo i nieodwołalnie wszystko, co musiało się stać.
Szczytowym momentem dzieła odkupienia była ofiara krzyżowa Chrystusa i jego zmartwychwstanie. Przy Chrystusie była wówczas Jego Matka (J 19,25). Teologia podkreśla zwłaszcza trzy wymiary obecności Maryi pod krzyżem: jej współcierpienie z Chrystusem; składanie przez nią ofiary ze swoich macierzyńskich praw względem Syna; przyjęcie testamentu z krzyża. Maryja uczestniczyła w ofierze zbawczej jako pierwsza odkupiona, a więc przedstawicielka ludzi, jako człowiek bez grzechu, a wreszcie jako Matka. Maryja stojąc pod krzyżem włączała się w zbawcze dzieło Jezusa, a jednocześnie zachowując postawę wiary i miłości reprezentowała ludzi oczekujących zbawienia. Należała do tych nielicznych, którzy nie zwątpili w Chrystusa, a zarazem przewyższała ich wszystkich cnotami. Maryja włączyła się w dzieło odkupienia w imieniu odkupionych, jako przedstawicielka ludzkości.
Zasadniczą cechą zbawczego planu Boga jest to, że chciał zbawić człowieka przez człowieka – włączyć ludzi odkupionych możliwie jak najpełniej w dokonanie zbawczych zamiarów. Temu zamysłowi Bożemu odpowiada obecność Maryi na Kalwarii i rola jaką tam pełniła. U boku Chrystusa, w pełni Mu podporządkowana, reprezentuje tu jako człowiek wszystkie cechy, których Bóg nie posiada. Maryja jest osobą ludzką, a Chrystus jest odwieczną Osobą Boską. Maryja żyła w ciemnościach pielgrzymującej wiary, Chrystus jako Bóg posiadał pewność Boga, a jako Człowiek posiadał wizję uszczęśliwiającą. Maryja jest człowiekiem odkupionym, a Chrystus nie potrzebował odkupienia. Ona jest kobietą, a On jest mężczyzną. Ze wszystkich tych przyczyn Maryja stoi u stóp krzyża w imieniu społeczności Kościoła, zbawionej ofiarą Chrystusa. Tam pod Krzyżem stała się ona Matką Kościoła z tytułu cierpienia, a zarazem wzorem postawy, jaką powinien mieć Kościół wobec Chrystusa. Maryja stojąca pod krzyżem ukazuje nam wzór postawy człowieka wobec Boga i Jego zamysłu, wzór postawy człowieka, który wszystko złożył w ręce Wszechmocnego. Tak ujął to Ignacio Larranaga: „Na Kalwarii milczenie Maryi przekształca się w adorację. Nigdy milczenie nie osiągnęło tak bogatego i złożonego znaczenia, jak w owej chwili: opuszczenia, gotowości, mocy, wierności, pełni, łaski, brzemienności, pokoju. Nigdy żadne stworzenie nie doznało takiej intensywności istnienia, jak Maryja na Kalwarii” .
Należy podkreślić, że ludzki czynnik u stóp krzyża uosobiony przez Maryję, nie jest wkładem koniecznym, ale dopełniającym całość odkupienia. Z tego właśnie tytułu Bóg chciał jej aktywnego udziału. Jak zgoda i ciało Niepokalanej były włączone w tajemnicę wcielenia, tak jej posłuszeństwo i jej cierpienie zostały włączone w tajemnicę odkupienia.
Maryja została włączona w dzieło zbawienia ze względu na swoją świętość. Do ofiary, która jest źródłem i podstawą odkupienia, nie mogło się dołączyć nic nieczystego i skażonego, żaden ślad grzechu. Jedynie ta, która była wolna od wszelkiej zmazy, Niepokalanie Poczęta, mogła brać udział w położeniu podwalin zbawienia. Jej udział w dziele Chrystusa to współczucie. Nie była ukrzyżowana obok, ale cierpiała z powodu Jego cierpień. Jej ból jest odbiciem Jego bólu w zwierciadle jej macierzyńskiego serca „przebitego mieczem boleści”, a jej pragnienia są duchowym odbiciem pragnień Chrystusa–Odkupiciela. „Maryja była obecna tam, między krzyżami postawionymi na wzgórzu, jako Współodkupicielka, Niepokalana, jedyna istota ludzka zdolna współdziałać w odzyskaniu ludzkości. Wszystko, czego od niej wymagał, Matka Mu dawała.”
Cierpienia Maryi – Matki patrzącej na okrutną śmierć swego Syna były nie tylko ogromne, ale nadto znoszone w cierpliwości i poddaniu woli Bożej. Taka postawa Maryi była dopełnieniem tego, co zostało przez nią wyrażone w chwili zwiastowania, czyli wiary, miłości i posłuszeństwa. Szczytem tej postawy była – wypływająca z miłości do Boga i ludzi – jej ofiara z macierzyńskich praw, jakie miała względem swego Syna. Na krzyżu oddał życie jej Syn, z którym była złączona więzią miłości i zjednoczenia, która była przedłużeniem naturalnej więzi ciała i krwi. „Maryja, pełna niepokoju i czułości w chwili narodzenia i dzieląca ból swojego ukrzyżowanego Syna, jawi się w powabie i ogromie kobiecości cierpiącej, ale opanowanej, obfitującej w zapas miłości, wobec której nawet śmierć jest bezsilna” (Gianna Campanini).
Bóg wzywając Maryję na Kalwarię zechciał rozciągnąć tę więź na cierpienia i zasługi odkupienia świata. Tam dzieło odkupienia osiągnęło szczyt i jedność Maryi z Synem sięgnęła najwyżej. Napisał o tym Pius XII w encyklice Haurietis aquas w 1956 r.: „Z woli Bożej w dziele dokonania ludzkiego zbawienia Najświętsza Dziewica Maryja była nierozdzielnie złączona z Chrystusem, tak że z miłości Jezusa Chrystusa i Jego cierpień wewnętrznie złączonych z miłością i cierpieniem Jego Matki powstało nasze zbawienie”. Naukę tę potwierdził Sobór Watykański II: Błogosławiona Dziewica utrzymała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do krzyża, przy którym nie bez postanowienia Bożego stanęła, najgłębiej ze swym Jednorodzonym współcierpiała i z ofiarą Jego złączyła się matczynym duchem, z miłością godząc się, aby doznała ofiarniczego wyniszczenia żertwa z Niej zrodzona; a wreszcie przez tegoż Jezusa Chrystusa, umierającego na krzyżu, oddana została jako matka uczniowi tymi słowy: „Niewiasto, oto syn Twój” (KK 58).
Współdziałanie, przez które wchodzi Maryja tak daleko i głęboko w dzieło odkupienia, jest całkowicie dziełem łaski Chrystusa. Uczestniczy ona w odkupieniu przez swoje współcierpienie i przez cenę, jaką Bóg temu wyznaczył. Jan Paweł II w encyklice Redemptor hominis w 1979 roku napisał: „Jej własny Syn chciał wyraźnie rozszerzyć macierzyństwo swej Matki – rozszerzyć w szczególnym znaczeniu, łatwo dostępnym dla ludzkich dusz i serc – wskazując jej z wysokości krzyża swego umiłowanego ucznia jako syna.”
To, co powiedziała Maryja w Magnifikat sprawdza się na Kalwarii bardziej niż kiedykolwiek: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49). Ofiara Maryi nie tyle uzupełniała zbawcze dzieło Jezusa, gdyż ono samo w sobie jest wystarczające, ile raczej przyczyniała się do jego większej skuteczności. W testamencie z krzyża Jezus wyraził swą troskę o Matkę i pragnienie, by każdy Jego wyznawca przyjął Maryję za swoją Matkę.
Przyjąć Maryję za Matkę to znaczy zasadniczo przyjąć do swojego życia tajemnicę krzyża. Maryja staje się nam matką przez swój i nasz ból. Tak zresztą jest z każdym macierzyństwem. Wydanie dziecka na świat zawsze wiąże się z bólem i ryzykiem życia tak dla matki, jak i dla dziecka. Także i my w bólu i zagrożeniu rodzimy się do tego, by być dziećmi Maryi. Odnajdujemy ją jako Matkę przy krzyżu Jezusowym i naszym. „W każdej chwili Maryja jest pociechą i pokojem; przemienia szorstkość w czułość, wojowniczość w łagodność. Matka łaskawa i słodka, cierpi z cierpiącymi, zostaje z pozostającymi, wyrusza z wyruszającymi” (Ignacio Larranaga). Uciekając od krzyża, nie przyjmując go, uciekamy od Maryi, od jej macierzyństwa. To przecież tylko dlatego, że Jan był przy krzyżu, że nie uciekł jak inni, mógł otrzymać Maryję za Matkę. Otrzymał ją w jej i w swojej strasznej biedzie, w godzinie tragedii, innym wydawało się, że otrzymał ciężar, a tymczasem była to jutrzenka zmartwychwstania. Przyjmując Maryję, przyjął wielkie bogactwo wiary, nadziei i miłości.
Maryja staje się naszą Matką przede wszystkim jako Matka Bolesna w naszej bezradności wobec krzyża. Można od niego uciekać, można próbować zapomnieć, popadać w rozpacz, w depresję, ale można też pod krzyżem odnaleźć Matkę, którą Jezus nam dał. I można od niej uczyć się zawierzenia, zaufania i miłości, która jest ofiarą, która wszystko przetrzyma i poprowadzi do zwycięstwa.
Trzeba nam uwierzyć, że wsłuchiwanie się w słowo Boga, Jego wolę, jak to czyniła całym swoim życiem Maryja może być źródłem siły i nadziei każdego dnia naszej ziemskiej wędrówki. W chwilach szczególnie trudnych trzeba nam stawać przy krzyżu Jezusa, obok Maryi. Taki jest program życia człowieka wiary, który powierza się opiece Maryi oraz ją wybiera za Matkę i wzór. Niewątpliwie jest to wędrówka trudna, ale konieczna i z Maryją możliwa.
Powtarzajmy ze św. Bernardem z Clairvaux: „Jeśli naśladujesz Maryję, nie zgubisz się. Jeśli powierzysz się jej, nie zbłądzisz. Skoro cię podtrzymuje, nie upadniesz. Skoro się tobą opiekuje, nie obawiaj się zagubienia. Skoro cię prowadzi, bez trudu zbawisz się. Skoro cię broni, z pewnością osiągniesz królestwo błogosławionych.”
Wszelkie materiały zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.